niedziela, 14 lipca 2013

Rozdział 1

Cały ten chory wymysł mojej wyobraźni, dedykuję:
Magdzie, która wspiera mnie w pisaniu.

Natalii, która zawsze rzuca świeże spojrzenie na to wszystko.
Joli, która daje mi nowe pomysły podczas naszych rozmów.
Izie, która dopiero się w to wszystko wciąga.

1985r, Los Angeles.
Większość osób twierdzi, że całe nasze życie jest zależne od tego w jakim miejscu mieszkamy. Ja na Suset Strip praktycznie się urodziłam. Od małego obserwowałam świat wielkich klubów, roznegliżowanych pań i ćpunów lub pijaków zataczających się na prostej drodze. Mój dom, chociaż nie wiem czy to miejsce zasługuje na takie miano, mieści się niedaleko budki z chińskim jedzeniem, która należy do starego małżeństwa. Ich mały biznesik nie przynosi wielkich dochodów, ponieważ większość osób woli od razu udać się do Whisky&GoGo, które mieści się naprzeciwko i zapić cały swój głód. Razem z matką, mamy do dyspozycji dwa pokoje, które uznajemy za sypialnie, malutką kuchnię i jeszcze mniejszą łazienkę. Nigdy nie narzekałam z tego powodu, zresztą gdy kiedyś próbowałam to moja rodzicielka szybko kończyła dyskusję mówiąc, że jak mi nie pasuje to zawsze mogę wynieść się do ojca. Problem w tym, że nie wiem nawet gdzie on mieszka, rozstał się z moją matką, kilka dni po moich drugich urodzinach. Zresztą jedyne co wiem o tym mężczyźnie, to to, że ma na imię Carl i odziedziczyłam po nim kolor włosów. Przez tyle czasu szczerze go za to nienawidziłam, ale teraz, gdy mam już dziewiętnaście lat jest mi szczerze obojętny. Moja mama od tamtego czasu nie związała się z nikim na stałe, podejrzewam, że to nie za sprawą jakiegoś uprzedzenia co do miłości, po prostu uniemożliwiała jej to praca. Ciężko to przyznać, ale Amanda pracowała jako striptizerka tuż naprzeciwko. Jako mała dziewczynka nie potrafiłam tego zrozumieć dlaczego kobieta, która mnie wychowuje nie jest jak inne mamusie. Zamiast chodzić ze mną  na plac zabaw, często zostawiała mnie u swoich koleżanek, które były dla mnie ciociami, często zostawałam u nich na noc. Rano Amanda podjeżdżała naszym brązowym pickup’em, w którym zawsze unosił się cukierkowo – miętowy zapach i zabierała mnie do naszego małego mieszkania. Gdy byłyśmy już na miejscu, najpierw wyjmowała zakupy a potem brała mnie na ręce, przenosiła przez długość domu i sadzała na niewielkim kuchennym blacie. Odpalała papierosa i gdy już jej uśmiech wyłonił się z obłoków niebiesko-białego dymu pytała co chcę zjeść. Ja jednak rzadko miałam na cokolwiek ochotę, ponieważ często przybrane ciotki raczyły mnie swoimi specjałami, więc gdy byłam już w domu marzyłam tylko o tym, żeby zasnąć w objęciach matki. Moja rodzicielka nigdy nie szczędziła mi takich czułości, a gdy już spałam, przenosiła mnie do mojego łóżka i sama wychodziła z domu. Teraz widzę jakie jej zachowanie było nieodpowiedzialne. Do pewnego czasu próbowała wmówić mi, że jej praca i zachowanie są zupełnie normalnie i to samo robi masa innych ludzi, kiedyś jej w to wierzyłam, jednak patrząc z perspektywy czasu musze przyznać, że byłam bardzo naiwna. Teraz ze względu na mój wiek, Mandy nawet nie próbuje ukryć przede mną swojej pracy i gdy wie, że ma mieć dziś jakiegoś klienta po prostu prosi mnie, żebym wyszła się gdzieś przejść. Przystaję na to, ale podczas tych kilku godzin, cholernie boję się o to w jakim stanie będzie, gdy wrócę. Zdarzało się, że musiałam ją opatrywać, ponieważ mężczyźni, którzy płacili jej za seks nigdy nie byli delikatni. Mogłabym rzec, że traktowali ją jak jakąś najgorszą dziwkę. To był jeden z powodów, dla których przepłakałam wiele nocy. Gdy miałam piętnaście lat, nienawidziłam leżeć w pomieszczeniu obok, gdy tuż za ścianą słyszałam szlochy mojej rodzicielki wymieszane z jękami napalonego faceta. Tyle razy chciałam jakoś zareagować, ale matka ostrzegła mnie kiedyś, żebym nigdy pod żadnym pozorem nie wychodziła ze swojego pokoju, gdy będę słyszała coś w nocy. Mogłam przecież mieć głęboko w dupie jej rady, ale nawet nie wiem co mogłabym zrobić w takiej sytuacji.
Spojrzałam na zegarek i westchnęłam głęboko, muszę spędzić w tym parku jeszcze pół godziny. Teraz nie było zbyt wielkiego ruchu, ze względu na to, że ludzie już dawno wrócili do domów, ze swoich prac. Tylko kilka ławek dalej znajdowała się grupa chłopaków, którzy zachowywali się bardzo wulgarnie. Jeden z nich o rudym kolorze włosów wrzeszczał na całą resztę. Zaczęłam im się przyglądać z zainteresowaniem.
- Na co się gapisz, dziwko?! – wykrzyknął w moją stronę Rudy, gdy dostrzegł, że się im przyglądam.
Odwróciłam szybko wzrok i wstałam z ławki, czułam, że jeżeli zaraz się stamtąd nie ulotnię, to stanie się coś złego, głosy za mną podniosły się znacznie, ale nawet nie wsłuchiwałam się w to co między sobą krzyczą. Nie patrząc się za siebie, starałam się iść spokojnie, dopiero gdy usłyszałam przyśpieszone kroki za sobą, mój spokojny chód przemienił się w bieg. Zaczepiłam nogą o wystający korzeń i runęłam twarzą w dół. Przez myśl przemknęło mi, że to już koniec. Ktoś szarpnął mnie za ramiona i podniósł do góry. 
- Ej, co ty w ogóle odpierdalasz? Chyba nie wystraszyłaś się tego rudzielca? – chłopak z kręconymi włosami przyjrzał mi się uważnie.
Pokręciłam przecząco głową i wyrwałam ramiona z jego uścisku, nie czekałam na reakcję z jego strony tylko pobiegłam w stronę wyjścia z parku. Brakowało mi już sił w nogach, ale chciałam znaleźć się jak najdalej od tego miejsca. Co jakiś czas odwracałam się, żeby sprawdzić czy nikt za mną nie biegnie. Na moje szczęście, mieli po prostu w dupie taką wariatkę jak ja. Dopiero, gdy w zasięgu wzroku pojawiła się, tak dobrze mi znana budka z chińskim jedzeniem zwolniłam, by po chwili stanąć i chwilę odpocząć. Oparłam dłonie na kolanach i spędziłam w takiej pozycji kilka minut, gdy w końcu wyrównałam oddech spojrzałam na zegarek. Dokładnie dziesięć minut temu, klient powinien opuścić nasz dom, więc mogę spokojnie wrócić do mieszkania. Minęłam pośpiesznie interes starego małżeństwa i znalazłam się przed drewnianymi drzwiami, z których odpadała brązowa farba. Uchyliłam je delikatnie i nasłuchiwałam. Policzyłam do dziesięciu i weszłam. Znalazłam się w malutkim korytarzyku, gdzie na wysokości twarzy wisiało lustro, a pod nim leżało kilka par butów. Zdjęłam swoje znoszone trampki i delikatnie zapukałam do drzwi, które należały do pokoju mojej mamy.
- Tu jestem. – dobiegł mnie głos z kuchni. – Zjesz coś? – zapytała, gdy usiadłam na stołku pod oknem.
Pokręciłam przecząco głową i przyjrzałam się jej uważnie. Czarne, falowane włosy mojej matki były związane w wysoką, luźną kitę. Wtedy dostrzegłam na jej szyi kilka świeżych zadrapań i siniaków. Przez moment chciałam coś powiedzieć, ale sobie darowałam. Gdy przeniosłam wzrok na twarz czarnowłosej, zobaczyłam, że ona wpatruje się we mnie tak samo intensywnie, jak ja w nią.
- Stało się coś? Strasznie jesteś blada. – oparła się o blat i zapaliła papierosa. 
- Nie, nic. – mruknęłam i podniosłam się z stołka. Chciałam iść do swojego pokoju, ale mama złapała mnie za ramiona.
- Wiesz, że cię kocham? – przytuliła mnie do siebie.
- Tak, wiem. Chcę po prostu iść do siebie. – odwzajemniłam delikatnie jej uścisk.
- Na pewno? – odsunęła mnie na długość ramion. . Ale gdy nie uzyskała odpowiedzi po prostu cmoknęła mnie w czoło i puściła wolno.
Pchnęłam drzwi, swojego pokoju i uderzył we mnie zapach kwiatów, które stały w wazonie na oknie. Nawet nie znałam ich nazwy, po prostu ładnie pachniały i rosły niedaleko. Rzuciłam się na łóżko i nagle usłyszałam trzask, wstałam jak oparzona i zamarłam. Odrzuciłam białą kołdrę na bok i zobaczyłam opakowanie od płyty winylowej. Trzęsącymi się rękoma próbowałam sprawdzić, czy w środku była płyta, chociaż doskonale znałam odpowiedź. Chciało mi się płakać, ponieważ to był winyl, którego jeszcze nawet nie przesłuchałam. Odkładałam na niego pieniądze cały miesiąc, żeby później go tak po prostu połamać. Ze złości zaczęłam rzucać odłamkami po pokoju. Gdy już czarne kawałki były porozrzucane, uderzyłam pięścią w drzwi. Nie musiałam długo czekać, aż pojawiła się moja matka. Otworzyła z rozmachem drzwi i pierwsze co dostrzegłam to strach w jej oczach, jednak gdy zobaczyła porozrzucane kawałki płyty odetchnęła z ulgą.
- Aż tak źle grali? – zapytała żartem. 
- Nie wiem. – odparłam szczerze. – Nie zdążyłam jej przesłuchać. 
- To dlaczego ją rozwaliłaś? – oparła dłonie na biodrach.
- Przypadkiem. Zapomniałam o niej i rzuciłam się na łóżko. – opadłam zrezygnowana na białe krzesło.
Mandy nie pytała o nic więcej, tylko schyliła się i podniosła błyszczące kawałki, ten najmniejszy poranił jej delikatnie opaloną dłoń. Kobieta syknęła z bólu, ale nadal nic nie mówiła. Odłożyła śmieci na szafkę i przytuliła mnie do siebie, chciała o coś zapytać, ale pokręciłam przecząco głową. Gdy moja matka doszła do wniosku, że nie nawiąże ze mną żadnego kontaktu po prostu wyszła.
             Stanęłam przed lustrem, które znajdowało się w moim pokoju i szczotką zaczęłam czesać, długie, falowane, blond pasma. Kolor moich włosów czasami, aż raził w oczy. Mimo wszystko bardzo je lubiłam. Natapirowałam lekko grzywkę i na bluzkę założyłam dżinsowe ogrodniczki. Było za gorąco, na cokolwiek innego. W tylną kieszeń wpakowałam paczkę papierosów, tak by nie dosiągł jej wzrok matki. Opuściłam swoje cztery ściany. Weszłam do kuchni i zastałam tam moją rodzicielkę, która piła kawę i przeglądała jakieś czasopismo. 
- Mogę samochód? 
- Wybierasz się gdzieś? – odstawiła na bok kubek. 
- Chciałam się po prostu przejechać. – ucięłam. 
Kobieta przyjrzała mi się badawczo, ale nie robiła żadnych problemów. Rzuciła mi kluczyki od auta i wróciła do swojego poprzedniego zajęcia. Nasz samochód był zaparkowany niedaleko domu, po drodze minęłam budkę, która była już zamknięta. Wsiadłam i zapięłam od razu pasy, nie znałam do końca celu podróży. Kierowałam się po prostu na północ. W tamtym kierunku znajdowały się stare, opuszczone magazyny, w których nieraz organizowane były imprezy. Gdy dotarłam na miejsce, zaparkowałam samochód jak najbliżej polnej drogi i usiadłam na przedniej masce. Wyjęłam jeszcze nie otwartą paczkę Marlboro i rozerwałam papier.
Wsadziłam papierosa w usta i chwilę później wpuściłam dym do swoich płuc. Wypuszczając go formowałam usta w różne kształty. Takie zabiegi w stu procentach mnie odprężały. Gdy już skończyłam, otworzyłam bagażnik i wyjęłam z niego torbę, w której trzymałam książkę, którą miałam już dawno przeczytać. Otworzyłam wszystkie drzwi, rozłożyłam przedni fotel i rozsiadłam się wygodnie. Zaczęłam czytać, odpalając raz po raz kolejnego rakotwórcę. Po paru stronach ta czynność zaczęła mnie nudzić, więc odłożyłam książkę na bok, zauważyłam, że spomiędzy kartek wypadł jakiś mały kartonik. Schyliłam się po niego i rozpoznałam krzywe, pisane przez moją znajomą cyfry i litery. Uderzyłam się otwartą dłonią w czoło i przypomniałam sobie, że zostałam zaproszona na imprezę, która miała się odbyć dzisiaj w domu, który mieścił się przy mojej ulicy. Całość miała zaczynać się dopiero koło 22, więc miałam multum czasu.
            Spojrzałam jeszcze raz za siebie i upewniłam się tym samym, że zamknęłam samochód i wzięłam kluczyki ze sobą. Szłam w kierunku białych, starych, opuszczonych magazynów. Najczęściej właśnie tam mogłam spotkać moich znajomych, chodzili w to miejsce, w celu wypicia i spalenia. Przesunęłam metalową konstrukcję, która zagradzała wejście i bez zbędnych ceregieli znalazłam się w środku. Jeszcze przed magazynem było słychać donośne krzyki i śmiechy, weszłam pewnie w głąb pomieszczenia. Na samym środku było rozpalone ognisko, a wokół niego siedziało sporo osób, które podawały sobie butelkę z ręki do ręki. Oczywiście część imprezowiczów odpadła i spała gdzieś pod ścianą. Usiadłam między dwiema dziewczynami, które kojarzyłam jako tako z widzenia.
- Był już James? – zapytałam pociągając łyk z butelki.
- Spóźniłaś się jakieś pół godziny mała… - blondynka zrobiła przerwę, odbierając ode mnie trunek. – Ale powiedział, że dzisiaj ma więcej towaru, niż zwykle i przyjdzie znowu za jakieś pół godziny. – rozmarzyła się z błogim uśmiechem na ustach.
Nie zadawałam więcej pytań tylko przyłączyłam się do zabawy, piłam i śpiewałam razem z nimi. W końcu dostrzegłam obecność ciemnowłosego chłopaka opartego o filar, stał i patrzył na nas z rozbawieniem. Gdy reszta zauważyła obecność Jamesa, utworzyło się wokół niego niewielkie kółeczko.
- Spokojnie ćpunki moje, starczy dla każdego. – próbował zaprowadzić jakiś porządek.
Ustawiłam się na końcu i czekałam spokojnie, aż przyjdzie moja kolej. Przez tą całą sytuację w parku potrzebowałam się odprężyć – a miałam już skończyć z narkotykami. Gdy wszyscy się rozeszli i zajęli chwilowym pobudzaniem organizmu do życia, podeszłam niepewnie do czarnowłosego i przestępując z nogi na nogę niepewnie zaczęłam rozmowę. Był to nowy dealer w naszej okolicy i nie do końca wiedzieliśmy czego się po nim spodziewać, jak na mój gust był zbyt pewny siebie.
- Słuchaj James, jest sprawa… - przełknęłam głośno ślinę.
- Tak? – uśmiechnął się delikatnie. Swoją drogą miał cholernie słodki ten uśmiech.
- Nie mam kasy, ale bardzo potrzebuję towaru… Oddam ci wszystko co do grosza z jakimś gratisem pod koniec tygodnia. – spuściłam wzrok na buty, nie miałam pojęcia jak chłopak na to zareaguje.
- Nie ma nic za darmo… Ale wydaje mi się, że jakoś się dogadamy. – złapał mnie za łokieć i poprowadził w odległy zakątek magazynu. – Jesteś bardzo potrzebująca? – spojrzał mi głęboko w oczy, swoimi przenikliwym wzrokiem.
- Tak, zrobię wszystko. – odpowiedziałam niepewnie.
- Okej. – po raz kolejny się uśmiechnął. – Klękaj. – powiedział odpinając guzik od spodni.
Spojrzałam na niego osłupiała, ale nie dostrzegłam na jego twarzy żadnych emocji. Położył dłoń na mojej głowie, powodując tym samym, że uklęknęłam przed nim. Robił w sumie wszystko za mnie, ja po prostu tam byłam i dałam się wykorzystać. Ruszał szybciej i wolniej swoimi biodrami, jęcząc przy tym donośnie. Natomiast mi po policzkach zaczęły spływać łzy.

- Jakbyś potrzebowała czegoś na ekstra to dzwoń. – rzucił mi w twarz woreczkiem z białą zawartością, a ja przetarłam usta dłonią i przeczołgałam się pod ścianę. Czułam się okropnie, ale zamknęłam przezroczysty woreczek w dłoni i ukryłam twarz w kolanach. Chciało mi się wymiotować i czułam obrzydzenie do siebie, ale z drugiej strony dostałam to co chciałam. Zerknęłam niepewnie spod włosów, żeby upewnić się czy James już poszedł. Otworzyłam torebkę, którą miałam przewieszoną przez ramię i wyjęłam z niej strzykawkę, wraz z łyżeczką. Przygotowałam odpowiednio narkotyk, po czym wbiłam sobie igłę w najbardziej wystającą żyłę. Zawahałam się przez chwilę, ale zaraz po tym cała zawartość strzykawki, współgrała z moim organizmem.